MARIUSZ BIELICA

Komisarz Odbiorczy, PKP Intercity. W PKP pracuje od 1975 roku.
Pasjonat kolei.


PRACA

Już w szkole podstawowej zacząłem się interesować pojazdami szynowymi. Najpierw były to tramwaje, zresztą do dziś będące obiektem moich zainteresowań. W 1970 roku zdałem maturę w Technikum Kolejowym Ministerstwa Komunikacji w Poznaniu, z egzaminem zawodowym o specjalności: "Urządzenia zabezpieczenia ruchu kolejowego". Następnie rozpocząłem studia inżynierskie na Politechnice Poznańskiej na Wydziale Elektrycznym o specjalności Elektroenergetyka, przy czym na drugim roku studiów podpisałem umowę przedwstępną z PKP Oddział Sieci i Zasilania w Ostrowie Wielkopolskim.

Kilka miesięcy później ze względów rodzinnych przeniesiono mnie na własną prośbę do Lokomotywowni Pozaklasowej w Poznaniu, gdzie kontynuowałem staż na Referendarza służby trakcji. Krótko po zdaniu egzaminu referendarskiego rozpocząłem służbę jako Komisarz Odbiorczy PKP, pracując na tym stanowisku od lutego 1977 roku do chwili obecnej.

Zmiany strukturalne PKP sprawiały, że zmieniałem pracodawców. Początkowo służyłem jako Komisarz Odbiorczy nowych wyrobów w Głównym Inspektoracie Kolejowego Dozoru Technicznego. Następnie od roku 2000 w PKP Dyrekcji Kolejowych Przewozów Towarowych, przekształconej później w PKP CARGO – pracowałem jako komisarz odbierający lokomotywy elektryczne i spalinowe, zarówno nowe, jak i po naprawach. Od 2006 roku dokonuję odbiorów w PKP Intercity.

Zbliża się 42. rocznica mojej pracy na kolei, podczas której odebrałem wiele wagonów i lokomotyw różnych typów - zarówno w kraju, jak i zagranicą - oraz urządzeń i podzespołów do nich, a także - do 1999 roku - urządzeń związanych ze sterowaniem ruchem kolejowym.

PASJA

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak naprawdę to właśnie kolej jest moją największą pasją, z którą wiąże się wiele poznanych osób oraz przeżytych przygód. W pamięci utkwiła mi zwłaszcza próbna jazda w sterowaniu podwójnym dwóch lokomotyw EU 07 prod. HCP na trasie Poznań-Zbąszynek. Był rok 1984, w związku z pojawiającymi się wówczas awariami blokady liniowej ingerowano w system blokady ręcznie, a wiadomo jak omylnym potrafi być człowiek. Doszło do wypuszczenia naszych dwóch połączonych lokomotyw na zajęty odcinek. Na próbach z reguły jeździmy szybko, toteż prędkość 120 km/h osiągnęliśmy błyskawicznie - próba odbywała się bez pociągu.

Po chwili dojrzeliśmy koniec pociągu towarowego, który stał w odległości około 1000 metrów na naszym szlaku. Bogu dzięki zdołaliśmy się zatrzymać kilkadziesiąt metrów za nim. Zresztą on już zaczął ruszać - stał pod semaforem wjazdowym. Jednak nerwy puściły nam wszystkim, tym bardziej, że na końcu składu towarowego siedział czerwonoarmista z kałasznikowem wycelowanym w czoło naszej siódemki. Z tego względu pozwoliliśmy na "ucieczkę" tego towarowego, nie mniej dyżurnym się wtedy dostało. Następnego dnia wyjeżdżałem niewyspany i z gorączką na odbiory wagonów do Bautzen (NRD) - adrenalina dała o sobie znać.

Oprócz kolei moją pasją jest film i muzyka, szczególnie elektroniczna (Jean Michel Jarre, Vangelis, Mike Oldfield czy Kraftwerk). Filmy to oczywiście męskie mocne kino. Z racji tego, że żona ma w tym zakresie inny gust,  posiadamy osobne telewizory. Bardzo lubię zwierzęta np. lwy, ale z przyczyn praktycznych posiadam w domu tylko dwa kotki. Pieski oczywiście cenię na równi z kotami.